wtorek, 2 września 2014

Bornholm rowerowy, czyli 133 tysiące obrotów i 11 tysięcy minut marzeń!

Bornholm to wyspa o powierzchni niewiele większej od Warszawy, za to z potencjałem większym niż niejedno europejskie miasto, czy kraj. Podczas krótkiego pobytu tam, zobaczyłyśmy tak niespotykane rzeczy, że mimo paskudnej pogody – ciężko było nam się rozstawać z tą niecodzienną wyspą. Dodatkowo dość szybko poczułyśmy się tam jak w domu. A jak dokładnie było? Rzecz jasna – pochwalimy się tutaj :)


Mimo, że Bornholm jest tak mały, to zmieściło się na nim wszystko, co sprawia, że człowiek czuje się dobrze w każdym miasteczku – przepiękne widoki, przytulna zabudowa i miliony ciekawych miejsc, ścieżek pieszych, rowerowych, czy dróg. Dodatkowo wysepka ta ma w sobie każdy możliwy krajobraz – pagórki, wybrzeże rodem z ciepłych krajów – z białym piaskiem i czystym morzem, albo surowe, wysokie i skaliste klify po drugiej stronie wyspy. Do tego bezmiar pustych terenów polnych, czy największe w Danii tereny leśne. Dodatkowo jest to raj dla rowerzystów i dla … geologów! Czyli jednym słowem – upiekłyśmy dwie pieczenie na jednym ogniu, przez co nie mogłyśmy oderwać oczu od każdej możliwej cząstki Bornholmu ;) Dlatego teraz skupimy się na kilku takich cząstkach, które w skrócie podsumowują nasz wyjazd i wyspę:


ROWER

Powtórzymy to już po raz kolejny – Bornholm jest rajem dla rowerzystów. Mimo, że nie miałyśmy żadnej porządnej mapy (na początek dysponowałyśmy tylko mapką z przewodnika, gdzie oprócz największych miast i nitek głównych dróg, nie było praktycznie nic więcej) to byłyśmy w stanie dojechać wszędzie gdzie chciałyśmy. Na wyspie cenią sobie rowerzystów, także przygotowano dla nich ponad 200 km tras rowerowych. Są bardzo dobrze oznaczone, specjalnymi drogowskazami, przebiegają przeważnie przez najważniejsze punkty Bornholmu, a już na pewno przez jego najważniejsze miasta. I jakie to są ścieżki! Nigdy nam się tak przyjemnie nie jechało - droga tuż przy plaży, czy morzu, albo … przy skalistych klifach, gdzie z lekkim lękiem można było patrzeć w kilkunastometrową przepaść. Albo praktycznie nie schodząc z roweru – obejrzeć kolejny zabytek, czy cokolwiek innego. Nie mogłyśmy się napatrzeć na to „zaplecze rowerowe”. Nawet, jeśli nie jechało się specjalną „cykelvej”, to przeważnie na normalnych drogach był dość szeroki pas dla rowerzystów. Jedynym minusem, jaki odkryłyśmy, był fakt, że może drogi rowerowe były dobrze oznaczone – jeśli chciało się jechać trochę inaczej, bez mapy czasem ciężej było się odnaleźć … i ciężko było też odnaleźć niektóre atrakcje – droga mogła prowadzić kilka metrów od nich, ale często brakowało drogowskazu na konkretną rzecz … I bez mapy można było ją ominąć – ot tak, z niewiedzy.




MIASTECZKA

Zabudowa Bornholmu łączy ze sobą klimat małych śródziemnomorskich miasteczek, z typową zabudową skandynawską. Dlatego budynki są niskie (przeważnie maksymalnie jednopiętrowe), pomalowane na ciepłe kolory (często czerwony, żółty), pokryte czerwonymi dachówkami, a w wielu miejscach – strzechą. Kolorowe drzwi aż zapraszają do środka, czy chociażby mącą w głowie – żeby przystanąć i zamyślić się jak też może być w środku… A w środku też jest super! I możemy to powiedzieć bez żadnej ściemy, bo dzięki magii Couchsurfingu – nocowałyśmy u „lokalnych” i wiemy jak wygląda taki typowo …



BORNHOLMSKI DOM

Nocowałyśmy w dwóch miasteczkach – urokliwym Svaneke i stolicy Bornholmu – Ronne. Każdy dom od środka był surowy, ale zarazem kryło się w nim swego rodzaju ciepło, które powodowało, że nie chciało się z niego wychodzić (szczególnie po całym dniu jeżdżenia na rowerze, podczas gdy za oknem pogoda była coraz to gorsza i gorsza …). Bielone ceglane ściany i jasna drewniana podłoga. Wyposażenie typowo skandynawskie, ale poprzetykane różnymi ocieplającymi akcentami.
W dodatku nasz dom w Ronne okazał się być najstarszym domem w mieście! A to już coś ;)



BEZPIECZEŃSTWO

Na Bornholmie nie można czuć się czymś zagrożonym. Chyba jedynie wizją zbyt szybkiego powrotu do domu ;) W całej Skandynawii nie powinno się obawiać kradzieży. Wprawdzie w przypadku dużych miast w Szwecji i Norwegii istnieje ryzyko, że okradną nas imigranci … Jednak na Bornholmie imigrantom nie opłaca się przebywać. A wszyscy przyjezdni dostosowują się do standardów wyspiarskich. Także bez skrupułów można porzucić rower gdziekolwiek. Nawet z całym wyposażeniem. I ma się pewność, że nikt go nie ruszy. Czułyśmy się wręcz głupio, gdy na początku pobytu przypinałyśmy rowery do stojaków… Potem już, chociaż jednym zapięciem – ze sobą. Na koniec zapięcia zostawiałyśmy schowane w sakwach. Nie było sensu się z nimi męczyć. Stojaki rowerowe są pełne bezpańsko zostawionych rowerów (a stojaki rowerowe są wszędzie, niektóre z nich bardzo dobrze przemyślane!). Nie grozi nam także potrącenie przez samochód – kierowcy przestrzegają przepisów, a tam gdzie droga rowerzystów splata się z drogą samochodów – po pierwsze stoją odpowiednie znaki, a po drugie – samochody jadą dość wolno, zachowując odpowiednią ostrożność. Ciekawostką jest też fakt, że często po drodze spotyka się przy domach "budki" z różnymi przedmiotami na sprzedaż - najczęściej ziemniakami. Ot taka budka, w środku produkt, kartka z ceną i skarbonka ... Oczywiście nikt nic nie kradnie, ani nie oszukuje.




LUDZIE

Bornholmczycy są cudowni! Podchodzą do człowieka z typową skandynawską rezerwą, ale zarazem z wielkim szacunkiem, uśmiechem i chęcią pomocy. Nie minęła nawet godzina naszego pobytu na wyspie, a już ktoś się pytał, czy nam pomóc – stałyśmy na skrzyżowaniu, próbując odczytać z naprawdę skąpej darmowej mapki miasta – w którą stronę jechać. Pan przejeżdżający samochodem przez skrzyżowanie zatrzymał się, otworzył okno i płynnym angielskim dopytywał się, czy na pewno wiemy gdzie jechać i nie trzeba nam jakoś pomóc. Z podobnymi sytuacjami spotykałyśmy się często. Kolejna kwestia – angielski – zna go każdy. Od małego dziecka, po poczciwą staruszkę. W mniejszym, bądź większym stopniu – ale porozumieć idzie się bez problemu ;) Dodatkowo są bardzo cierpliwymi słuchaczami i w przypadku problemu z wysłowieniem się – próbują sami dopowiedzieć, rozumieją i po prostu idealnie się z nimi rozmawia. O wszystkim.


KLIMAT

Według przewodników klimat panujący na Bornholmie pozwala nazywać wyspę swego rodzaju „Majorką północy”, „Perłą Bałtyku”, czy chociażby „Słoneczną Wyspą”. Prądy ciepłego powietrza, ciepła i krystaliczna woda, największa liczba dni słonecznych w Danii i tego typu rzeczy … Niestety tego aspektu nie możemy potwierdzić, ponieważ (cytując dalej przewodnik), „czasem zdarzają się tu lata relatywnie chłodne i deszczowe”. Do tego zamiast doświadczyć prądów ciepłego powietrza, doświadczyłyśmy olbrzymich porywów chłodnego i deszczowego wiatru. Aczkolwiek zdarzyło nam się parę dni słonecznych i gdy znalazłyśmy się w jakimś osłonięciu od podmuchów – było naprawdę ciepło, więc mimo wszystko – wierzymy przewodnikowi, że przeważnie bywa inaczej. My po prostu tak wyjątkowo trafiłyśmy… O czym świadczy również to, że pierwszy raz w historii prom z Polski na Bornholm miał aż tak długi przestój w pływaniu (z powodu sztormu – 4 dni przerwy). Za to jedna rzecz z przewodnika, dotycząca klimatu, się sprawdziła – na Bornholmie spotyka się iście śródziemnomorską roślinność, jeśli chodzi o np. owoce. Doświadczyłyśmy na własnej skórze, a raczej podniebieniu – częstując się rosnącymi po drodze przepysznymi smakołykami.




Bornholm to wyspa wielu tajemnic, wielu uroków i wielu oblicz. Byłyśmy na niej tydzień (i jeden dzień!), co wydawać by się mogło wystarczającym pobytem na 588 kilometrów powierzchni … Jednak my czujemy swego rodzaju niedosyt. Trochę ze względu na pogodę, a przede wszystkim dla tego, że na wyspie jest zbyt dużo interesujących i pięknych rzeczy – nie byłyśmy w stanie obejrzeć wszystkiego … Ba! Nie byłyśmy w stanie obejrzeć nawet wszystkiego, co nas interesuje. Wniosek? Na pewno kiedyś jeszcze tam wrócimy ;) Bo warto! A może jak uda się kiedyś trafić w totka … To z chęcią zamieniłybyśmy jedną z często mijanych tabliczek „TIL SALG” (na sprzedaż), na „SOLGT”, czyli „sprzedane” ;) Wyobraźcie sobie – Wy, ciepły sweter, ciepła herbata w ręku i widok na puste wybrzeże, a za Wami słodki, mały, czerwony domek z białymi okiennicami, a w środku drewniany parkiet i ciepło buchające z kominka. Brzmi fajnie, prawda? ;)

Nasze trasy na mapie ;) 

Garść danych statystycznych:
Dystans:
283,23 km = 283230 m = 132785 obrotów naszego koła rowerowego ;) 
Czas: 8,25 dni = 198h = 11880 minut = 712800 sekund
Zjedzone zupki chińskie: 12 
Zjedzone chleby tostowe: 5
Maksymalna siła wiatru: 110km/h 
Usterki: spadek łańcucha x3, zepsucie się aparatu x1 (przed wyjazdem)

Podobał Ci się ten wpis? Uważasz go za wartościowy i godny polecenia? Jeżeli tak, to podziel się nim z innymi - kliknij Lubię to! (u góry posta), a przede wszystkim - polub nasz FanPage na Facebooku:

czwartek, 26 czerwca 2014

5 rzeczy, które musisz zrobić w Bieszczadach!


Bieszczady są naszymi ukochanymi górami. Dlatego kiedy tylko możemy, to je chwalimy, mówimy o nich i wspominamy z rozrzewnieniem nasze bieszczadzkie przygody. Odwiedzenie tych gór, to jedna z rzeczy, którą trzeba wpisać w schemat typu: „Miejsca, które trzeba odwiedzić przed śmiercią". Chociaż tam jest tak pięknie, że aż chciałoby się, aby to miejsce było ostatnim widzianym przed śmiercią ;)


A robić w Bieszczadach można po prostu wszystko! Albo i nic ;) Ale dla osób, które miałyby jakieś wątpliwości – podajemy listę pięciu rzeczy, które koniecznie trzeba zrobić w Bieszczadach ;) A jakie są Wasze typy?  

piątek, 6 czerwca 2014

Turystyka koncertowa - czyli darmowe festiwale na wyciągnięcie ręki

Wakacje to czas, gdy naprawdę dużo się dzieje i w końcu można powiedzieć, że ma się na to czas. Zmęczona przez całoroczną harówkę dusza pragnie odpoczynku. Część z niej chciałaby leżeć i nic nie robić, część – podróżować, a jeszcze inny fragment – dąży do muzycznych uniesień. Przeciwko niej staje czas, portfel i skrajność pragnień. Jednak sprawa (na szczęście) nie jest z miejsca przegrana – da się to wszystko połączyć i jednocześnie nie zbankrutować.

Rozwiązaniem jest turystyka koncertowa i darmowe festiwale. Przedstawiamy krótki przewodnik turysty koncertowego ;) .

niedziela, 1 czerwca 2014

10 przykazań autostopowicza, czyli savoir-vivre w pigułce

Autostop to sposób na podróżowanie i kosztowanie totalnej wolności. Nie jesteśmy w żaden sposób ograniczeni – nie ma rozkładu jazdy, ram czasowych, czy dokładnie określonej trasy. Zdajemy się na los i dobrą wolę innych. Pozwalamy, aby wręcz prowadził nas los. Jednak w tej całej wolności i braku zasad, powinny obowiązywać podstawowe zasady autostopowania. Tzw. Zasady autostopowego savoir-vivre, dobrego wychowania i współżycia z innymi. Polecam tę lekturę każdemu, kto dopiero zaczyna przygodę z autostopem. I szczególnie tym, którzy startują w jakichś zawodach autostopowych – w całym przejęciu się autostopową rywalizacją, nie zapomnijcie o zasadach dobrego wychowania – bo nic Wam po autostopowych tytułach, jak jesteście autostopowymi burakami ;) To samo dotyczy osób, które ruszają w swoją pierwszą wakacyjną podróż.

W poniższym artykule przedstawiamy na szybko 10 podstawowych zasad kulturalnego i przyjaznego innym autostopu. Przedstawiamy w wielkim skrócie, bo mamy nadzieję, że dla większości są to rzeczy oczywiste, tylko co najwyżej niektórym czasem się … zapomina ;)


10.  BEZ ZABAWY W CHOWANEGO!

Nigdy nie okłamujcie kierowcy, który być może Wam się zatrzyma. Jeżeli jedziecie w dwójkę – chłopak i dziewczyna, to niech kierowca widzi, że zatrzymuje się takiej parze. Zupełnie niestosowne jest, gdy chłopak chowa się w krzakach, a kierowców wabi dziewczyna. Nie jesteście alfonsem, żeby dziewczyna na Was "pracowała". Tak samo, gdy łapiecie większą grupą, a część się chowa. Podobnie sprawa wygląda z plecakami – niech kierowca wie, że macie ze sobą duże plecaki – wtedy może ocenić, czy ma dla Was miejsce czy nie. I tak na marginesie – z doświadczenia wiemy, że plecak często o wiele bardziej pomaga niż szkodzi – kierowca wtedy wie, że zatrzymuje się prawdziwemu podróżnikowi, a nie komuś kto potrzebuje podwózki wracając z imprezy. Nie podawajcie się za kogoś kim nie jesteście – udawanie żołnierzy, harcerzy, czy kierowców tira – w końcu i tak wyjdzie na jaw. Takie oszukiwanie może zaszkodzić innym autostopowiczom, jak i Wam później, gdy będziecie naprawdę w potrzebie, a ktoś się nie zatrzyma, bo wcześniej został oszukany. Kierowca sam decyduje, czy nabrał zaufania do osób łapiących i albo im się zatrzyma, albo nie. Nie mydlmy mu oczu!

9. ZOSTAW TAK JAK ZASTAŁEŚ

Jeżeli łapiesz gdzieś stopa – niezależnie od tego, czy jest to stacja benzynowa, zatoczka autobusowa, czy szersze pobocze gdzieś wśród bezdroży – nie zostawiaj po sobie syfu. Po pierwsze – kto jak kto, ale autostopowicz powinien doceniać piękno krajobrazu, więc po co go sobie i innym niszczyć. A po drugie – pomyśl, czy miło by Ci się łapało stopa wśród śmieci?

To samo tyczy się samochodu, do którego wsiadamy. Nie śmiećmy, nie brudźmy tapicerki, czy czegokolwiek innego. Jeżeli mamy coś co może brudzić, to zadbajmy o to, żeby nie leżało na materiale. Owińmy to w coś itd. Otrzepmy buty z błota, czy śniegu nim wejdziemy do środka. Szczególnie radzę uważać na wszelkie napoje i jedzenie, a także – na kartony z nazwami miejscowości. Jeżeli łapiecie w deszczu, to marker, czy farba, której
użyliście – roztapia się i lubi zostawiać plamy.
Plam za to nie lubią właściciele samochodów.

8. SAMOCHÓD KRÓLESTWEM KIEROWCY

"Kto ma pilota ten ma władzę" ... A kto trzyma kierownice, ten jest "Kierownikiem". Pamiętajmy przede wszystkim, że kierowca wcale nie musi Cię zabrać do swojego auta. Robi to bo chce i przez tę chwilę, którą miał na podjęcie decyzji – na tyle Ci zaufał, że postanowił spędzić z Tobą trochę czasu. Pamiętaj, że to on dyktuje warunki. Jeżeli lubi słuchać muzyki, to jej słucha. Od niego też zależy jaki to jest gatunek. Jeśli jest palaczem – to nie zakazuj mu nim być. Kierowcy tirów, czy busów często ściągają buty jak wchodzą do kabiny. Też je ściągnij! Ma dziwne poglądy polityczne – każdy może mieć swoje – nie drażnij go, nie obrażaj. Nie je w samochodzie – nie jedz, nie pij, nie krusz. Jednym słowem – nie łam jego zasad. 

Jeżeli kierowca spyta Cię, czy przeszkadza Ci palenie, muzyka czy inne rzeczy – wtedy podziel się swoimi uwagami. Zapewne się do nich dostosuje. A jeżeli Ci się coś nie podoba – nie musisz z nim jechać – w każdej chwili możesz wysiąść. Jeżeli naprawdę jesteś głodny i chciałbyś coś zjeść – spytaj się czy możesz. A jak pozwoli – staraj się nie nabrudzić. Jeżeli coś naprawdę Ci przeszkadza, czy wręcz szkodzi - powiedz o tym uprzejmie i delikatnie, zawsze dając wybór i alternatywę. 

Jedyne czego według mnie nie należy tolerować u kierowcy to bycie piratem drogowym. Jeśli jedzie jak wariat, a Tobie się to nie podoba – poproś o to, by Cię wysadził. Niech zabija się po drogach bez pasażerów.

7. ZACHOWUJ SIĘ!

Punkt totalnie ogólny. Przyswajaj sobie zasady dobrego wychowania. Podstawowej etykiety. Jak ktoś Ci się zatrzyma – podejdź, przywitaj się grzecznym „Dzień Dobry” i dowiedz się co i jak. „Weź mnie Pan do Warszawy” brzmi trochę grubiańsko.

Nie obrażaj kierowców, którzy Ci się nie zatrzymali. Wulgarne gesty, czy odzywki psują opinię całego grona autostopowiczów. Mogą zrazić nawet kierowcę, który na co dzień się zatrzymuje, ale teraz ma jakiś powód, który mu nie pozwala. Podobnie sprawa wygląda na stacji benzynowej, czy parkingach, gdy pytamy bezpośrednio, czy ktoś nas zabierze – Jak odmawiają (nawet jak kłamią, że mają pełne auto, a mają puste itd., że nie jadą w naszą stronę, a potem widzimy jak skręcają tam gdzie chcemy) – podziękujcie i tak i życzcie miłego dnia.
Nie z tym kierowcą, to z innym.
Po co jechać z kimś, kto nas w aucie nie chce?


6. NIE BĄDŹ ŻULEM

Nie chlej piwska, czy taniego wina na poboczu. Jesteś autostopowiczem-podróżnikiem, a nie ochlejusem,
który zaspał na swój ostatni autobus do domu. Nie każdy chce mieć kogoś śmierdzącego alkoholem w samochodzie. Nie wdawaj się w kłótnie z miejscowymi, ani nie prowokuj ich specjalnie. Jak sami zaczną – lepiej zmienić miejsce do łapania i zejść im z drogi. Możesz dostać po twarzy, a dodatkowo odstraszyć kierowców, czy zetrzeć się z policją.

5. DBAJ O SIEBIE

Kierowcy często wieszają sobie odświeżacze powietrze w aucie, żeby było … stylowo. Nie niszcz im tego, wchodząc do auta i zmuszając ich do otworzenia okna i włączenia dmuchawy. Wiadomo, jesteś w podróży… Lecz dopóki nie są to dzikie stepy, pustynie, czy totalny koniec świata – zawsze masz możliwość szybkiego umycia się, przeprania ciuchów, czy przebrania się. Uwaga – psikanie się dezodorantem może pomóc, ale nie na długo i nie zastąpi prysznica. Ten „cygański prysznic” w końcu tylko pogarsza sprawę. Nie wymagamy od Ciebie wiele - po prostu - umyj się raz na jakiś czas, zmień skarpetki które zaczynają być tak sztywne, że same już stoją, koszulka w której chodzisz kolejny dzień, nawet jeśli spod warstwy kurzu widać jeszcze nadruki - niekoniecznie nadal jest czysta. I tak dalej ...

Jak otacza się syf, to nie siadaj bezpośrednio na ziemi. Pamiętaj, że zaraz potem tym tyłkiem może będziesz siedział na białej skórzanej tapicerce. Nie ma nic gorszego niż wstyd, gdy widzisz jak bardzo jesteś brudny, a samochód w którym jesteś – czysty. Podobnie sprawy się mają z mokrymi ciuchami. Ważną kwestią jest też Twój plecak – łatwo go pobrudzić, stawiając na ziemi – jak jest błoto, czy mokro, czy cokolwiek innego – postaw go na czymkolwiek innym – kartonie, reklamówce, worku na śmieci. Oprzyj go nawet o nogę, albo nie ściągaj z pleców. Lepsze to niż syf, którym go upaćkasz.

4. NIE BĄDŹ ŻEBRAKIEM

Nie masz pieniędzy, jesteś głodny, bez dachu nad głową, albo kolejną godzinę spędzasz w tym samym miejscu i nikt nie chce cię zabrać? No trudno, po części sam się na to spisałeś, wybierając taki, a nie inny rodzaj transportu. Nie bądź żebrakiem, który wręcz wymusza na kierowcy oddanie mu swojej przekąski, czy kupienie czegoś do jedzenia, albo zawiezienie w konkretne miejsce. Jeśli kierowca chce, sam Ci pomoże. Do niczego go nie zmuszaj. Jeśli naprawdę jesteś w kropce – zaproponuj coś w zamian – o wiele lepiej smakuje coś do jedzenia, gdy wcześniej się na to zapracowało.

3. INTEGRUJ SIĘ

Jeżeli w swojej podróży spotkasz po drodze innego autostopowicza to ciesz się! Możesz poznać kogoś naprawdę ciekawego i wymienić się doświadczeniami. Dowiedz się jak długo łapie i gdzie jedzie. Możliwe, że wzajemnie sobie pomożecie – zatrzyma się kierowca, który nie jedzie w jego stronę, a w Waszą – zawsze może powiedzieć „Nie, jadę w inną stronę, ale oni tam chcą się dostać”. Lepiej nie stójcie jednak w wielkiej grupie zbyt długo – może to odstraszać kierowców. 

Integracja powinna mieć miejsce także podczas jazdy. Często kierowcy biorą tylko po to, aby z kimś porozmawiać. Nie bądź milczkiem - jedziesz autostopem, nie pociągiem z wykupionym osobnym przedziałem. Chyba, że kierowca woli pomilczeć - wtedy to uszanuj. Nie wiesz o czym mówić? Tematów "uniwersalnych" jest sporo. Zgłoś się do nas, możemy Ci podać pokaźną listę ;)

2. ŻELAZNA KOLEJKA ŁAPANIA
(Czyli: "PRZEPRASZAM PAN TU NIE STAŁ!")


Bardzo ważny punkt tego „dekalogu”, o którym niestety nagminnie zapominają przypadkowi autostopowicze, czy wielka brać na mistrzostwach autostopowych. Jeżeli w Twojej wymarzonej zatoczce ktoś już łapie stopa – ustaw się za nim, tak aby auta zatrzymywały się najpierw dla niego. On w końcu nastał się już dłużej. Ewentualnie wykonując wcześniejszy punkt dekalogu – jeżeli jedziecie w tę samą stronę – poproś, aby pytał się kierowcy, czy chciałby zabrać także Was. Podobne zasady niech obowiązują na stacjach benzynowych, czy parkingach. Każdy w końcu dojedzie do celu, nie ma co psuć atmosfery.


1. UŚMIECHNIJ SIĘ!

I najważniejsza zasada prawidłowego autostopowania. Bądź radosny! Nie jedziesz na stopa za karę! Ma to być Twoja przygoda, okazja do poznawania najlepszych stron świata i ludzkości. Uśmiechaj się do przejeżdżających kierowców, bądź radosny podczas jazdy – umilisz życie nie tylko sobie, ale także innym. Uśmiech ma magię zarażania i zaczarowywania losu – szczęście będzie Ci sprzyjać, gdy sam będziesz szczęśliwy. Kierowcy o wiele chętniej będą się zatrzymywać, widząc osobę, która naprawdę cieszy się z tego, że jedzie autostopem. Wtedy wiedzą, że zabierają człowieka z pasja, podróżnika pełną gębą, który jedzie bo lubi i kocha to co robi … A nie dlatego, że mu każą.


Polecamy polubić nasz profil na Facebooku i śledzić na bieżąco co u nas! :) Wystarczy kliknąć tutaj lubię to albo odnaleźć go po lewej stronie strony!

czwartek, 22 maja 2014

Trasa rowerowa - Tarnowskie Góry i różne okolice


Opisana poniżej trasa należy do tras łatwych, aczkolwiek długich (ok. 45 km) Prowadzi głównie terenami leśnymi, bądź wiejskimi, jedynie parę razy wkraczając na drogi częściej użytkowane przez samochody (nigdy jednak nie jest to droga krajowa, ani szybkiego ruchu). Trafia się parę podjazdów, jednak żaden z nich nie jest bardzo wymagający. 






środa, 21 maja 2014

"Henryka Sytnera Wakacje na Dwóch Kółkach" - recenzja i konkurs!

„Henryka Sytnera Wakacje na Dwóch Kółkach” to nie tylko książka o tematyce rowerowej. Można powiedzieć, że w najmniejszej części jest to historia rowerowa. Tak naprawdę jest to historia pełna emocji, wspomnień i magii, opowiadająca o tym jak ważne jest oddawanie się swojej pasji, przełamywanie barier i granic. Tak bowiem należy określić masową akcję propagowaną od 1970 roku przez Henryka Sytnera, dziennikarza radiowej Trójki.
To za jego sprawą, w ciężkich latach dla kraju (komunizm, stan wojenny, przemiany polityczne) młodzież siadała na rowery (często pożyczane od kogoś, popsute, albo własnoręcznie składane) i nie patrząc na ograniczenia, kontrole, przepustki i pozwolenia – pedałowała przed siebie, w poszukiwaniu ciekawych historii, aby potem poświęcić dalszą część swoich wakacji – na tworzenie kroniki z wyjazdu … I czekanie na telegram, a w późniejszych latach – telefon, od pana Henryka, który oferował im w zamian zwieńczenie akcji – przygodę życia, czyli wakacje na dwóch kółkach – wyjazd z grupą najlepszej trzynastki za granicę. W czasach kiedy coś takiego nikomu się nawet nie śniło!

sobota, 17 maja 2014

5 rzeczy, które dał nam rower!

Mówi się, że podróże kształcą. Pogląd ten niejedni próbowali obalić, zderzając się przy tym z rzeszą osób broniących go. My samą kwestie "edukacyjności" podróży zostawimy trochę z boku, skupiając się na innym aspekcie. Czy rower kształci tak samo jak podróże? Albo inaczej – co wykształcił w nas rower? Oto odpowiedź: