wtorek, 25 listopada 2014

Bornholmczyk - z czym to się je? Słońce nad Gudhjem.

Wędzone śledzie są symbolem kojarzącym się mocno z Bornholmem. Nic dziwnego, skoro wjeżdżając do każdego miasta, czy przejeżdżając obok samotnych domków gdziekolwiek na wyspie – w oczy rzucają się kominy wędzarni. Albo są to duże, często prawie historyczne, wędzarnio-restauracje, a niekiedy - po prostu kominy u kogoś w domu, kto wędzi na swoje potrzeby. Niezależnie od przeznaczenia – kominy są, a pali się w nich przeważnie drewnem olchy i rocznie produkuje ogromne ilości (liczone w dziesiątkach tysięcy) ryb.

Wędzi się w nich najczęściej śledzia, czyli bornholmera. Oprócz tego także inne ryby takie jak makrele, dorsze, łososie, halibuty, czy węgorze… ale to „bornholmczyk” jest tradycją i to właśnie jego jadało się od zarania bornholmskich dziejów. Nawet w starych podaniach (1839r.) jeden z autorów pisał, że: „Dorosły mężczyzna je sześć, nie, osiem solonych śledzi na śniadanie”.

Podczas naszego pobytu na Bornholmie zjadłyśmy ledwo jednego śledzia, ale po pierwsze nie był solony, a właśnie wędzony, a po drugie – nie jesteśmy dorosłymi mężczyznami i to widocznie stanęło nam na przeszkodzie by pochłonąć ich aż osiem. Oraz to, że nie przepadamy za wędzonymi rybami, ale z tradycją trzeba się było przywitać.

A jak wygląda typowa tradycja? Talerz, a na nim wędzony śledź (na ciepło), sól gruboziarnista, żółtko, chleb żytni, rzodkiewka i szczypior. Obok talerza powinien stać kufel piwa, najlepiej któregoś z miejscowych i wtedy dopiero można powiedzieć, że dotknęliśmy (raczej zjedliśmy) kawałek tradycji.

Opisana powyżej wersja śledzia ma nawet swoją nazwę – „Słońce nad Gudhjem” (Sol over Gudhjem), które było praktycznie jedynym „słońcem” jakie miałyśmy na wyspie. Zjeść takiego śledzia można nie tylko w Gudhjem (które jest szczególnie polecane), a praktycznie wszędzie. Oprócz tego sporym powodzeniem cieszą się również: Hasle (gdzie w lipcu odbywa się festiwal śledziowy i wybory Śledziowej Miss), Allinge oraz Svaneke, w którym to właśnie jadłyśmy swojego śledzia i piłyśmy, także tradycyjne, miejscowe piwo, produkowane przez browar Svaneke Bryghuset. Piwo to można wziąć w kilku smakach, z czego najciekawsze wydają się te nietypowe, takie jak czekoladowy, czy chilli. Jak nie w restauracji, to z pewnością znajdziemy je na sklepowych półkach, skąd zachęcać nas będą swoimi etykietkami - w kształcie Bornholmu właśnie. W Svaneke można też spróbować kolejnego lokalnego produktu – tj. ręcznie robionych cukierków, których wytwórnia (jest możliwość podglądania pracy przy produkcji) i sklepik, znajduje się na Svaneke Torv, w pobliżu browaru, gdzie sprzedawane jest wcześniej wspominane piwo.


Fot.  Jacob Bøtter/flickr.com



Wspominając o Bornholmskich przysmakach nie możemy nie wspomnieć o tym, że dla nas najlepszymi przysmakami były jednak te spotykane po drodze, tj. świeże owoce zebrane prosto z „łona natury”. To takie właśnie jabłka, czy dzikie śliwki poprawiały nam samopoczucie podczas zmagań z silnym wiatrem, chłodem, czy deszczem. I one utkwiły nam bardziej w pamięci niż „Słońce nad Gudhjem”, które jakby drwiło z nas swoją ciepłą nazwą ;) .


O naszym pobycie na Bornholmie można przeczytać we wpisie: Bornholm rowerowy, czyli 133 tysiące obrotów i 11 tysięcy minut marzeń!

Podobał Ci się ten wpis? Uważasz go za wartościowy i godny polecenia? Jeżeli tak, to podziel się nim z innymi - kliknij Lubię to! (u góry posta), a przede wszystkim - polub nasz FanPage na Facebooku:

niedziela, 19 października 2014

Studia i podróże - jak je połączyć i nie zawalić?

Bardzo często słyszy się narzekania, że ktoś by podróżował, gdyby miał wolny czas. W większości przypadków są to osoby, które narzekają, a nie wiedzą, że przy odrobinie zachodu, dałoby radę wygospodarować akurat tyle czasu, żeby wyskoczyć na krótką podróż i w dodatku nic nie zawalić na uczelni. Oczywiście nie mówię tutaj o kierunkach, gdzie sprawa praktycznie z góry wygląda na przegraną (pozdrawiam studentów medycyny) … ale i tak chodzi mi o 80% wszystkich studiów wyższych w Polsce ;) Poniżej parę trików na wolne w czasie roku akademickiego.


wtorek, 2 września 2014

Bornholm rowerowy, czyli 133 tysiące obrotów i 11 tysięcy minut marzeń!

Bornholm to wyspa o powierzchni niewiele większej od Warszawy, za to z potencjałem większym niż niejedno europejskie miasto, czy kraj. Podczas krótkiego pobytu tam, zobaczyłyśmy tak niespotykane rzeczy, że mimo paskudnej pogody – ciężko było nam się rozstawać z tą niecodzienną wyspą. Dodatkowo dość szybko poczułyśmy się tam jak w domu. A jak dokładnie było? Rzecz jasna – pochwalimy się tutaj :)



czwartek, 26 czerwca 2014

5 rzeczy, które musisz zrobić w Bieszczadach!


Bieszczady są naszymi ukochanymi górami. Dlatego kiedy tylko możemy, to je chwalimy, mówimy o nich i wspominamy z rozrzewnieniem nasze bieszczadzkie przygody. Odwiedzenie tych gór, to jedna z rzeczy, którą trzeba wpisać w schemat typu: „Miejsca, które trzeba odwiedzić przed śmiercią". Chociaż tam jest tak pięknie, że aż chciałoby się, aby to miejsce było ostatnim widzianym przed śmiercią ;)


A robić w Bieszczadach można po prostu wszystko! Albo i nic ;) Ale dla osób, które miałyby jakieś wątpliwości – podajemy listę pięciu rzeczy, które koniecznie trzeba zrobić w Bieszczadach ;) A jakie są Wasze typy?  

piątek, 6 czerwca 2014

Turystyka koncertowa - czyli darmowe festiwale na wyciągnięcie ręki

Wakacje to czas, gdy naprawdę dużo się dzieje i w końcu można powiedzieć, że ma się na to czas. Zmęczona przez całoroczną harówkę dusza pragnie odpoczynku. Część z niej chciałaby leżeć i nic nie robić, część – podróżować, a jeszcze inny fragment – dąży do muzycznych uniesień. Przeciwko niej staje czas, portfel i skrajność pragnień. Jednak sprawa (na szczęście) nie jest z miejsca przegrana – da się to wszystko połączyć i jednocześnie nie zbankrutować.

Rozwiązaniem jest turystyka koncertowa i darmowe festiwale. Przedstawiamy krótki przewodnik turysty koncertowego ;) .

niedziela, 1 czerwca 2014

10 przykazań autostopowicza, czyli savoir-vivre w pigułce

Autostop to sposób na podróżowanie i kosztowanie totalnej wolności. Nie jesteśmy w żaden sposób ograniczeni – nie ma rozkładu jazdy, ram czasowych, czy dokładnie określonej trasy. Zdajemy się na los i dobrą wolę innych. Pozwalamy, aby wręcz prowadził nas los. Jednak w tej całej wolności i braku zasad, powinny obowiązywać podstawowe zasady autostopowania. Tzw. Zasady autostopowego savoir-vivre, dobrego wychowania i współżycia z innymi. Polecam tę lekturę każdemu, kto dopiero zaczyna przygodę z autostopem. I szczególnie tym, którzy startują w jakichś zawodach autostopowych – w całym przejęciu się autostopową rywalizacją, nie zapomnijcie o zasadach dobrego wychowania – bo nic Wam po autostopowych tytułach, jak jesteście autostopowymi burakami ;) To samo dotyczy osób, które ruszają w swoją pierwszą wakacyjną podróż.

W poniższym artykule przedstawiamy na szybko 10 podstawowych zasad kulturalnego i przyjaznego innym autostopu. Przedstawiamy w wielkim skrócie, bo mamy nadzieję, że dla większości są to rzeczy oczywiste, tylko co najwyżej niektórym czasem się … zapomina ;)


czwartek, 22 maja 2014

Trasa rowerowa - Tarnowskie Góry i różne okolice


Opisana poniżej trasa należy do tras łatwych, aczkolwiek długich (ok. 45 km) Prowadzi głównie terenami leśnymi, bądź wiejskimi, jedynie parę razy wkraczając na drogi częściej użytkowane przez samochody (nigdy jednak nie jest to droga krajowa, ani szybkiego ruchu). Trafia się parę podjazdów, jednak żaden z nich nie jest bardzo wymagający.